10 marca
Kiedy zakładałam firmę to jakoś nie pomyślałam o całej biurokracji, którą będę musiała prowadzić. Na bazie zbiorowego podniecenia dofinansowaniami z UE wzięłam co mogłam, złożywszy odpowiedni papier, otworzyłam firmę i zaczęłam spełniać swoje plany.
A potem wyszły nagle rozliczenia cit i bilanse do napisania. Oraz rewident, który zarządził kontrolę i zauważył pewne małe nieprawidłowości. Nie jakieś duże oszustwa na rozliczeniach, tylko źle prowadzona księgowość, która może wyglądać, jakbym próbowała kombinować.
No i zostałam zmuszona by sprowadzić jeszcze panią od księgowości. Znalezienie odpowiedniej pani nie było proste, ponieważ z moim nierozgarnięciem poszukiwana była taka, która stanowczo będzie stąpać po gruncie i sprowadzać mnie do pionu.
Myślałam, że każda pani po księgowości jest taka, niestety się myliłam. Po przydługich polowaniach darowałam sobie wreszcie osoby młode i zapraszałam na rozmowy takie o dużym doświadczeniu. Nasza księgowa jest w wieku mojej matki i tak jakoś jest dziwnie. No bo jak ja z moją trzydziestką na karku mam rozporządzać osobą tyle starszą ode mnie?
Pozytywem jest to, że nadzór ten poszedł w przeciwną stronę i obecnie, jak chcę coś zrobić, to księgowość sprowadza mnie z chmur ku szarej rzeczywistości